Motyle w brzuchu kłębiły sie w takich ilościach, że przez prawie dwa miesiące chodziłam na palcach, gdyż z mojego żołądka cały czas próbowało ulecieć to słodkie, różowe i lepkie romantyczne robactwo, wyginało mnie na wszystkie strony, sprawiało, że czułam i zachowywałam sie jak niespełna rozumu, doprawadzając mnie niemalże do chwili porzygu w najmniej spodziewanym i odpowiednim momencie, sprawiało, że czułam się WYKURWIŚCIE SZCZĘŚLIWA.
Nienazywając, nie definiując, nie wzywając, nie namaszczając, nie umierając.
Zatliło się we mnie życie.
Na horyzoncie niewyraźnie zamajaczył Kaj...Kaj z Krainy Lodu. Lód nie odstępuje. Kaj jest daleko. Bardzo, bardzo daleko. Od 7 lat nie wybrał się aż tak daleko. Wykonuje dużo dziwnych i dość śmiałych ruchów, lecz to nie zbliża go wcale. Nadal tkwi na dalekiej północy. Zima nadal jest wieczna.
Balansując niebezpiecznie na krawędzi absurdu ostatecznie i z dużą ulgą przechyliłam się na Twoją stronę M. A Ty tymczasem pogrążłes się w labiryncie kwiatów i wilczych jagód własnych myśli. Co chwilę wychylał z nich łeb bestii - niecierpliwej, kąsającej, zmiennej i gotowej na wszystko. Pewnej nocy bestia wypełzła powoli i mozolnie z Twojego ciała, spojrzała Ci prosto w oczy i wtedy spuściłeś ją z łańcucha. Wgryzła się prosto w moje serce mając w głowie jedyną słuszna misję - ZNISZCZYĆ WSZYSTKO.
Tak, czuję się zniszczona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz